gru

05

O tym, że dbanie o siebie to podstawa, nie trzeba przekonywać żadnej kobiety. Wszystkie używamy nie tylko mydła czy pasty do zębów, ale też góry kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych, których ilość niebezpiecznie rośnie na naszych toaletkach. Jeśli miałybyśmy wybrać kilka z nich, absolutnie niezbędnych, co by to było?

Na pewno te preparaty, które pomagają utrzymać nie tylko samą urodę, ale przede wszystkim zdrowie. Nie ulega też przecież wątpliwości, że np. zdrowa, ale nie wypacykowana podkładem skóra mocniej emanuje pięknem niż ta niezadbana, nieoczyszczona z nałożonym kilogramem fluidu. Jak więc należy pielęgnować swoje ciało? To, że podstawą jest mycie i oczyszczanie wiemy od zawsze. To aksjomat. Powtarzali go rodzice, nauczyciele wtłaczali w szkole i redaktorzy proponowali w młodzieżowych gazetkach. Rzadko jednak wspomina się o tym, że poza czystą buzią i szyją, warto też zadbać o higienę intymną.

Zewnętrzna część kobiecego układu płciowego, choć chcemy tego czy nie, nazywa się sromem (drodzy naukowcy, zróbcie nam tę przysługę i przemianujcie tę paskudną nazwę na coś, co brzmiałoby bardziej jak nazwa egzotycznej roślinki). Składa się on z instrumentarium złożonego z między innymi wzgórka łonowego i łechtaczki oraz mniejszych i większych warg sromowych. Wargi sromowe w duecie z naturalną florą bakteryjną i przedsionkiem pochwy stanowią barierę ochronną dla waginy. Skomplikowanie zewnętrznego kobiecego układu płciowego od razu nasuwa myśl, że jest ono dużo bardziej wrażliwe niż narząd męski. To prawda. Choć do codziennej pielęgnacji kobiecych zakątków powinna wystarczyć letnia, bieżąca woda, warto zwrócić uwagę na nasz czasem mało higieniczny tryb życia. Pływamy w pełnych chloru basenach, nosimy obcisłą, nylonową bieliznę (drodzy projektanci ubioru, prosimy o więcej koronkowych modeli z bawełny!), w pośpiechu zapominamy o korzystaniu z osobnych ręczniczków do buzi, ciała i miejsc osobistych. Tymczasem srom, jako miejsce szczególnie delikatne, łatwo może paść ofiarą niechcianych drobnoustrojów.

Do intruzów należą grzyby, bakterie, pierwotniaki i wirusy. Pierwsze z nich powodują bardzo uciążliwą dolegliwość zwaną grzybicą pochwy. Objawia się ona niemal zawsze okropnym i trudnym do opanowania świądem miejsc intymnych (także wewnętrznych), piekącym bólem towarzyszącym oddawaniu moczu oraz „serowatymi” upławami i zapachem przypominającym… woń pieczonego chleba. Grzybicę waginy powoduje drożdżak Candida Albicans, lubujący się w miejscach ciepłych i wilgotnych, a więc jamie ustnej czy właśnie w pochwie. Niezwykle podobne objawy występują w przypadku zakażenia bakterią Gardnella Vaginalis, różnią się jednak one charakterem woni. Chora kobieta wydziela inny kulinarny zapach, tym razem bardziej przykry, bo jest nim woń świeżej ryby. Do infekcji bakteryjnych należy również rzeżączka, kiła i niektóre zakażenia układu moczowego. Rzeżączka jest nieco zapomnianą i mniej uciążliwą dolegliwością (a może zepchniętą na drugi plan poważniejszymi chorobami przenoszonymi wenerycznie?), zwaną też bardziej sympatycznie „wiewiórem” i „tryperem”. Wywołują ją bakterie z rodzaju Neisseria Gonorrhoeae, czyli po prostu „dwoinka rzeżączki”. Wędrują one zarówno drogą płciową jak i wsiadają w najbliższe środki lokomocji takie jak prześcieradło czy ręcznik. O zadomowieniu się dwoinek rzeżączki w drogach moczowych czy szyjce macicy mogą świadczyć intensywne upławy i zaburzenia menstruacji. Częsta potrzeba biegania do ubikacji oraz ból przy oddawaniu moczu mogą jednak świadczyć o innej chorobie jaką jest zakażenie układu moczowego wywołane pałeczkami okrężnicy. Drobnoustroje te naturalnie bytują w okolicach odbytu, jednak ich obecność w rejonie pochwy jest niepożądana. Co ciekawe, same tam nie wędrują! Przenoszą je panie, które po kąpieli wycierają się w kierunku od pupy do wzgórka łonowego, co ułatwia bakteriom transport. Wirusy zaś wywołują przede wszystkim inną, przykrą dolegliwość – opryszczkę. Tak, tak, co, co zwykle kojarzymy z brzydką krostką na wargach potrafi wyskoczyć też na wargach… sromowych. Opryszczkę narządów płciowych – herpes genitalis – wywołuje wirus HSV2 przenoszony drogą płciową. Jest to o tyle niebezpieczna infekcja, że może przyczynić się do rozwoju raka szyjki macicy.

Choć podstawą uniknięcia niechcianych stworzonek jest dbanie o właściwą higienę współżycia, warto jednak wiedzieć, że poza nią oraz przysłowiową już wodą, dobrze jest stosować także specjalne środki do higieny intymnej. Preparaty te, występują w wielu wariantach. Do najpopularniejszych należą płyny i żele. Różnią się one ceną, zapachem, mniej lub bardziej praktycznym opakowaniem, łączy je jednak fakt, że większość z nich zawiera odpowiednie dla żeńskich zakątków Ph, a przede wszystkim specjalne szczepy bakterii Lactobacillus, dzięki którym mycie narządów nie likwiduje naturalnej bariery ochronnej, a ją wzmacnia. Mniej znane, ale również łatwo dostępne w drogeriach i aptekach preparaty do higieny intymnej to zasypki, pianki i kapsułki dopochwowe. Te pierwsze służą głównie do łagodzenia podrażnień skóry, drugie zaś mają również działanie lecznicze. Chociaż nie gwarantują one stuprocentowego zabezpieczenia się przez drobnoustrojami (to środki kosmetyczne, nie medyczne), na pewno przyczyniają się do profilaktyki jaką jest codzienne, podstawowe dbanie o higienę intymną. Fakt, że są to kosmetyki, a nie lekarstwa jest tutaj zaletą. Dzięki temu można je bez przeciwwskazań (pomijam rzadkie wyjątki w postaci osób uczulonych na zwykle nieszkodliwe składniki) stosować zawsze wtedy, gdy chcemy poczuć się świeżo, po każdym stosunku, podczas menstruacji, która jak wiadomo powoduje częstszą chęć zażywania kąpieli, czy po wzmożonym wysiłku fizycznym.
5,8k

Podobne artykuły:

  1. Higiena osobista – negatywne i pozytywne skojarzenia Lekarski apel Kilka miesięcy temu ukazała się w prasie medycznej...




Leave a Reply

Filled Under: Bez kategorii